oftopiaczki

Mój facet jest… facetem blogerki

guy-2284963_640

Bry!

Wpis ten powstaje po kawałku od początku tego bloga, ale myślę, że ujrzy światło dzienne właśnie dziś! Bo dzisiaj mamy rocznicę – czyż nie ma lepszej okazji, żeby się powyzewnętrzniać w internetach?

Zamysł wpisu jest prosty. Nie ukrywam, że Konrad, którego dziewczyna czyta blogi jest moim inspiracjem i muzem. Chcę być jak on (tylko bez brody)! A nawet jestem prawie jak on – jestem dziewczyną faceta, którego dziewczyna czyta i pisze blogi!

[Ten wpis byłby okraszony emotkami! Dzięki, wordpress! Czuję się jak mały psychopata… Załóżmy, że cały czas mam minę pt. „Uroczyście przysięgam, że knuję coś niedobrego”!]

Mój facet czyta babskie blogi

Zaczniemy niewinnie. Czyta moje blogi, czyta o kosmetykach i kwasach tłuszczowych. O recepturach na mydło i porowatości włosów. To jeszcze nic dziwnego, nie? Wspiera swoją samicę.

Jest dzielnym testerem eksperymentów kosmetycznych i kulinarnych. Nie wiem, co straszniejsze. Testy znosi dzielnie i ale pewnie oszukuje, bo zazwyczaj jest zadowolony.

Przykład ekstremalny – mydło dziegciowe mojej produkcji!

Mój facet jest narcyzem

Może już przyznajmy się do tego. Potem będzie łatwiej. Chodzący dowód na to, że zdrowa porcja narcyzmu jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Taka porcja, która motywuje do dbania do siebie i używania uśmiechu jako broni w razie potrzeby. Taka, dzięki której jako para mamy normalną średnią czasu korzystania z lustra – bo odbębnia moją działkę. Wygląda jak południowy Ragnar, przyciąga uwagę i zainteresowanie. Brałabym, znaczy – wzięłam!

Narcyz w akcji. Poleca kosmetyki z węglem! Nieważne, czy działają. Ważne, że są czarne!

Batman i Robin(ia) #aivazz @wiedzma_bloguje

A post shared by Uriel Serafin (@aivazz6) on

Mój facet jest włosomaniakiem

Tak jakby. Nie do końca ale w sumie jakby bardziej.

Na głowie ma dredy*. Samą pielęgnację włosów ogranicza do mycia szamponem typu Barwa, ale skalp! Pierwszy facet, który znał określenie „wcierka” zanim mnie poznał. Fan wody brzozowej i pokrzywowej, fan wcierania i masażu skalpu. Facet poprawiający odrosty. Boję się, że któregoś dnia, bez konsultacji ze mną, zacznie pachnieć rosołem (MDCB – Moją dziewczynę czuć rosołem)…

Na drugiej części głowy ma brodę. Proszę państwa, ta broda ma więcej uwagi i rozpieszczania, niż niejedne kobiece włosy. Arsenał pielęgnacyjny też imponuje, ale przyjmijmy, że to moja wina. Wracając do brody. Profesjonalnie strzyżona. Co sezon zmiana przedziałka według najnowszych trendów. Twarz ekskluzywnej marki kosmetyków Wiedźma Organics – najlepsze woski i olejki, bez konserwantów!

*A w dredach włosy, których zazdrościłaby niejedna włosomaniaczka: czarne, gęste, błyszczące i falujące. Byłyby idealne w pielęgnacji i świetne do testów wpływu składników na skręt itp… ^^ Ahhh…

Mój facet jest dendrofilem

Miłośnik drzew i drewna. Dłubie w drewnie, klei i toczy. Że niby fajnie, tak? Zrobi mi stół na warsztat i toaletkę marzeń, tak? A wyobraźcie sobie romantyczny spacer po lesie. „Jaka cisza, spokój, zapach żywicy, kochanie, porozmawiajmy o przyszłości… o, czeczot!”.

#aivazz6 #batman #woodworking #woodjewelery #handmade #wallnuts

A post shared by Uriel Serafin (@aivazz6) on

 

Mój facet lubi koty

Nadawałby się na silną i niezależną kobietę, szczęśliwie otoczony zwierzakami różnej maści. Ptaki i szczury razem jadłyby my z ręki, jak brodatej Królewnie Śnieżce, psy i koty siedziały u stóp, krokodyl przynosił kapcie. Lubię zwierzęta (chociaż niektórych trochę się boję), za wyjątkiem mruczących sierściuchów**. Po co kot, kiedy można mieć psa? Albo krówkę…

Na przekór ostatnim upałom 😉 #sexypidżama #krowa #wewnetrznedziecko #innerchild

A post shared by @wiedzma_bloguje on

**Gdy byłam jeszcze mała i niewinna, psycholog orzekł, że jestem kotem. Podobno to wszystko wyjaśnia. Nie lubimy konkurencji.

Mój facet daje po garach

Ha! Znowu zmyłka i gra słowna! Chodzi mi o to, że mój facet jest perkusistą. Ma pasję! Ma bice! Ma niekontrolowany odruch klepania***!

Kiedy tylko może, to ćwiczy i gra. Hobby tego typu rozwija charakter i wybrane partie mięśni i zapewnia najbliższym wolne wieczory w czasie jego prób, darmowe wejściówki na koncerty i przywileje na festiwalach.

Ma dobry słuch muzyczny i świetne wyczucie rytmu. Dodając do tego moje lata tańca i stepowania – nasze dzieci są skazane na muzykę!

Zdjęcie zrobione podczas kręcenia teledysku. Gotowy tutaj -> KLIK!

#0%normy nagrywamy teledysk 😉 #aivazz #musicclip #teledysk #pretekst #rzeszow #music #klip #sesjanagraniowa

A post shared by Uriel Serafin (@aivazz6) on

Feel free to explore: twórczość jego zespołów – Black Heart Project , 0%normy. Ostrzegam – BHP gra ostro!

***Na przykład po dobrze rozwiniętych partiach mięśni. Przez sen / przy rodzicach. Polecam!

 

 

Taki mam egzemplarz! Jedyny i niepowtarzalny. Najlepszy. Mój.

Wszystkiego najlepszego z okazji rocznicy!

Reklamy
zagranica

Kariera magazyniera (edytowany)

forklift-1791103_640

Bry!
Rzuciłam okiem na ten wpis kilka dni po publikacji i wrażenie jest jedno – waćpanna pierdoli co nieco ;] Miało być z jajem? Będzie z jajem! Zapraszam na wydanie drugie poprawione!

Kariera magazyniera jest dla mnie nowością. I to grubo – bo od razu magazyniera w UK, bez rozgrzewki w ojczyźnie. Czy korpobiurwa z Podkarpacia szybko odnajdzie się w nowej roli? Czy podoła? Z czym to jeść? Jak żyć?

Komunikacja

Myślisz, że umiesz angielski? Być może, ale ogół ludzi, z którymi będziesz się od teraz spotykać, niekoniecznie. Zasuwają pakistanengliszem albo westyorkszirem, dodają głoski albo je zjadają w miejscach, których Polak by nie wymyślił. Szybko uczysz się patrzeć mądrze i potakiwać. Można spotkać kilka osób, które mówią do ciebie w swoim języku ojczystym, tylko powoli i wyraźnie, jak pan Vladimir. Mądre paczenie +10! Im bardziej pan Władek jest sympatyczny, tym bardziej pachnie prawdziwym mężczyzną…

Przodownicy pracy

Jedna ze stałych kosmicznych. Ktoś, kto dąży do idealnego przyklejenia etykiety. Albo przekracza o 30% nieosiągalny target. Ma domyślnie zarezerwowany najlepszy nożyk, spróbuj go tylko tknąć! Zgodnie z zasadą Murphy’ego – podzieli się z Tobą swoimi sekretami, ale tylko w języku ojczystym, którego nie znasz. Spasiba!

Zasady

Bezsensowny regulamin, komplikujący każdy aspekt pracy. Buty ochronne w sytuacji, gdzie na nogę mogą upaść ci najwyżej żelki? Kamizelka odblaskowa – zapewne by zmniejszyć ryzyko zderzenia z rozpędzoną czekoladą? Wodopój oddalony o kilometry. Szlaki komunikacyjne sprzed eonów.

Obraz BHP wołający o pomstę do nieba, mający sprawiać wrażenie ogólne. Cieszmy się z naszego Sanepidu, powiadam!

Moja ulubiona! Work hard, not smart! Lepiej zrobić dwa razy, niż wolniej ale od razu jak trzeba! Przynajmniej widać, że coś się dzieje, manager jest zadowolony!

Zagrożenia

Tutaj pozwolę sobie wymienić czołówkę zagrożeń, z którymi się zetknęłam bezpośrednio:

Największe straty jak do tej pory poniosłam przy pakowaniu tanich drinków w jednorazowych kieliszkach. Ból czoła od wielokrotnego facepalma – na jakość trunku, gdzieś w okolicy paliwa rakietowego i płynu do chłodnic. Warunki higieniczne pakowania, odzież ochronna? Zyskałam potwierdzenie, że „może zawierać” nie zawsze jest tylko dupochronem. W tym przypadku może zawierać dosłownie wszystko.

Praca przy taśmie? Dobrze, jeśli krok przed tobą nie pracuje przodowniczka. Albo narzuci tempo, albo szukając układu idealnego – zahipnotyzuje i uśpi. Oprócz zadyszki – można dostać też choroby lokomocyjnej.

Wszędzie mydła antybakteryjne! Biorąc pod uwagę politykę BHP – czyżby miał to być zrównoważony system dbania o odporność obywateli…?

Duch ochoczy ale ciało słabe…

Po karierze korpobiurwy prosta praca fizyczna jest odświeżająca (zwłaszcza, jeśli uwieńcza ją wypłata w funtach), ale wiele człowieka zaskakuje, jeśli chodzi o ciało nieprzystosowane do ruchu innego niż kliki myszką i szybkie scrollowanie i warunków innych niż przytulne biuro. Do moich faworytów należy ból podeszwy, choroba lokomocyjna przy taśmie i alergia wziewna na farby drukarskie.

 

Moje przemyślenia opieram na bogatych doświadczeniach z kilku tygodni pracy w dwóch miejscach. Zbieżność nazwisk przypadkowa i w razie czego wszystkiego się wypieram!

Wpis napisałam właściwie od początku. Postanawiam się poprawić i więcej nie nudzić!

Ściskam!

zagranica

Życie klasy robotniczej #betweenjobs

checklist-2470549_640

  • znaleźć pracę – checked!
  • zarabiać funty – checked!
  • rzucić pracę – checked!
  • poszukać następnej – in progress

Cześć Miśki!

Rzuciłam pracę i chciałam podzielić się wrażeniami. Bo w Ojczyźnie, nawet jeśli czasem się komuś zdarza, to smakuje to inaczej.

Nosiłam się z pomysłem przez jakiś czas. Robiłam listy za i przeciw – bo tak mam. Przegadałam z samcem. I z lekarzami na pogotowiu.

W piątek zgłosiłam w agencji pracy, że rezygnuję od poniedziałku. Spoko. Dziękujemy, do zobaczenia, powodzenia, bez urazy i nerwów.

W normalnej sytuacji w tym punkcie człowiek z agencji  szuka pracy w innym miejscu. W tym – agencja ma tylko to jedno miejsce. Mam otwartą opcję pełnego powrotu i kilkudniówek.

Tyle.

Rezygnował ktoś z pracy w Polsce? Miesiące wypowiedzenia. Awantury z szefem, bo gdzie on znajdzie drugiego takiego jelenia. W ogóle to zdradziłeś i zostawiłeś, a on Ci jak ojciec i dał szansę i w ogóle. Masz spaloną opinię w środowisku zawodowym. Kwasy wśród soon-to-be byłych współpracowników, bo ktoś odziedziczy obowiązki, które z taką radością Ci upchnięto. Jesteś mięczakiem, bo nie zaciskasz zębów, i bohaterem, bo masz odwagę na zmiany.

Ciąg dalszy na rodzinnych obiadkach. Rodzina zwapniała w czasach, kiedy praca była na całe życie. W sumie na podkarpaciowe ciągle tak jest.

Tyle emocji! Tyle nerwów!

Teraz szukam następnej roboty. Jest ociupinę mniej kolorowo, niż się to zapowiadało, bo czasem jakiś głupi wymóg formalny – na przykład własne konto bankowe, którego nie mogę założyć z kolejnej głupiej przyczyny.

Ale Paul i Scott mi obiecali, że coś będzie, więc jak mogę się martwić 🙂 Tymczasem korzystam z bezrobocia… znaczy – wolnego! Bez stresu – o ile czynsz zapłacony, to można tu bardzo tanio żyć!

Pogoda spacerowa, więcej czasu na eksplorowanie okolicy.

Odkryłam też pchle targi i charity shopy. Oprócz szczura (czyż nie jest cudny???) adoptowałam głównie książki!

PIP pozdrawia!

A ja zmykam!

~Nieznana Blogerka

zagranica

Z życia klasy robotniczej – #footporn

 

pool-1617337_640

Houk!

Dzisiaj chciałam poruszyć bardzo ważny temat w życiu człowieka pracy. PODSTAWOWE narzędzie, dające OPARCIE, gwarantujące ROZBIEG z rana i TEMPO przez cały dzień, aby można było osiągnąć odpowiednią STOPĘ życiową.

Jeśli ono zawiedzie – zawodzi wszystko. Brak STABILIZACJI doskwiera jak ODCISK.

Tak, chodzi o stopy!

Znaczenie ich dobrej kondycji w pracy magazyniera ZBIŁO MNIE Z NÓG.

Ludzie ostrzegali, że będzie grubo, ale nie wierzyłam… Przecież chodzę i to całkiem sporo. Nabijam kilometry po mieście, po górkach. Przecież nieraz nosiłam niewygodne buty. Ba! Od nastu lat trenuję taniec irlandzki, który znęcanie się nad stopami ma prawie w definicji.

Ból podeszwy

Od kilometrów nabitych po magazynie – poważnie! – bolą podeszwy.

Mottem mojego pierwszego dnia było: „My sole hurts” (wymawiane „soul” dokładnie jak dusza).

Pomijam zmęczone uda i plecy, bo prawidłowe używanie ciała do sięgania w różne miejsca nie powinno zostawiać pamiątek.

Nadal szukam wkładki idealnej.

Cienie i blaski butów przemysłowych

Oooo zapach butów po zmianie! Jest jak dobre wino – musi dojrzeć i docenią go tylko znawcy. Pokona wszystko, wszystko przytłoczy, wszędzie przeniknie. Nawiedza nawet w domu, podstępnie ogarniając kapcie i sandały.

Nie wiem, czy istnieje tak potężny dezodorant, na pewno ląduje na liście #footporn razem z wkładką.

Styl i klasa? A jakże! Wygoda? Jeszcze bardziej! I mówię to ja, wieloletnia niszczycielka glanów! Nosiłam o kilka rozmiarów za duże, nie zdając sobie z tego sprawy. Takie poświęcenie dla stylu!

cyclist-2228153_640

[Kciałabym takie buty jak na obrazku. Robią dziecięce?]

Szafka-bowl

Na końcu ale nie mniej ważne – bitwa o szafki w szatni. Obuwie takie, z racji zarówno niewątpliwych walorów, ekhem, jak i ciężaru po prostu, najlepiej zostawić w szafce. Szafek jest zawsze mniej niż chętnych, połowa nie ma zamknięcia. Strategia znakowania zapachem (dzielimy szafkę we troje) póki co jest skuteczna i odstrasza konkurentów!

 

Zaskoczeni? Haha!

Tym optymistycznym akcentem kończę na dziś.

Ściskam czule!

zagranica

Królowa targetu czyli życie klasy robotniczej

archive-1850170_640

Właśnie mija miesiąc, od kiedy rozpoczęłam karierę magazyniera!

Miesiąc to niewątpliwie cenny, jeśli chodzi o doświadczenia. Zdążyłam poczynić kilka obserwacji.

Pierwsze, co zaskakuje Polaka (lub Polkę) :

  • pracy szuka się przez agencje. Zapisujesz się, podajesz dane, być może sprzedajesz nerkę – i ludzie szukają Ci pracy!
  • opłaca się zatrudniać człowieka legalnie! Podatki przy robotniczych zarobkach są nieduże, ubezpieczenie zdrowotne nieduże. Nie praktykuje się umów kombinowanych, płaca minimalna jest ustalona i przestrzegana.
  • praca pojawia się z dnia na dzień i z dnia na dzień może się skończyć – ale nie ma zmartwienia, bo dobra agencja znajdzie coś nowego. Ty też możesz zakończyć współpracę w każdej chwili, bez okresu wypowiedzenia.
  • wypłata przychodzi co tydzień. To w sam raz, żeby nie uczyć się gospodarowania kasą?
  • w każdym większym sklepie obuwniczym (na mojej wiosce) są do kupienia buty ochronne
  • szalone godziny pracy, jak nie środek nocy (rano) to nocki, jak nie zmiany to przerwy, dziwne długości zmiany, dziwne przerwy. Moje stałe 6:00 – 13:30 to aż miłe zaskoczenie, może wstać ciężko ale jaki dzień potem długi!
  • przekazują człowieka kolejnym firmom. Robię w tym samym miejscu miesiąc, a wczoraj dostałam telefon powitalny. Nie mogę się doczekać prezentu – zestawu odzieży roboczej.

O święty targecie najważniejszy w świecie

Trafiłam dobrze. Nie jest za zimno ani za ciepło, nie jest wilgotno ani nie wieje. Nie jest bardzo brudno, niczym nie śmierdzi. Nie dźwigam ciężarów, nie wspinam się na drabinki. Mam dwie przerwy i jeszcze mogę się napić i pójść na siku pomiędzy nimi i dopóki wyrabiam normę to mi wolno.

Są pewne zagrożenia, bo to jednak magazyn – więc obowiązują buty ochronne i kamizelka odblaskowa, ale jak do tej pory największe zagrożenie stanowię dla siebie sama, np uderzając się tapegunem w czoło lub trącając wózek nieodpowiedniej osobie. Jako, że praca nie wymaga głowy – nie zawsze pamiętam, żeby zabrać ją z domu.

mini-storage-2449794_640

Uchylę rąbka tajemnicy – jestem pickerem (ale nie WC Pickerem <ahahaha żarcik taki>). Zbieram kartki okolicznościowe do pudełek. Moim zadaniem jest wyrobić normę zebranych kartek, czyli target picków. A target to prawie jak religia. Starsze i młodsze stażem pikerki liczą piki z każdego zamówienia. Porównują wyniki. Proszę państwa, to prawdziwy wyścig szczurów! Leje się pot! Leje się… kawa! I cukier! Wyprzedzają się w alejkach! Odprawiają czary, by wylosować lepszy order! Włosy opadają na twarz – bo chcą być najlepsze*!

I nie, nie ma za to premii!

*nie, nie ma na to pełnego wpływu. Owszem, można nie ploteczkować, trzymać siku do przerwy, zasuwać jak robocik, ale i tak wszystko zależy od szybkości sieci w alejkach, ilości błędów w zamówieniu i układu samego zamówienia. Just saying.

 

Ale nie ma letko, bo magazyniera się uciska przecież. Najgorzej – każą pracować. Przerwy są za krótkie i trzeba wracać z nich punktualnie. Trzeba pracować do końca zmiany. Trzeba chodzić i zbierać kartki, bosze! Nie można wnosić słodkich napojów na halę ani żuć gumy. Superwajzorzy krzywo patrzą na rozmowy. Nie wolno wnosić telefonu.

Niniejszym, biorąc pod uwagę małą i niestatystyczną próbkę, z jaką mam przyjemność pracować, ogłaszam, że: Polacy są najlepsi w narzekaniu! Anglicy próbują nam dorównać – ale sorry, po prostu mamy talent…

wine-cellar-1329061_640

<Popikowałby w magazynie wina?>

Nie mam czasu oglądać kartek, które pikam. Czasem rzuci się w oczy brokatowe paskudztwo, Marvel albo papier w jednorożce i tęcze. Ale czasem nie mogę zrozumieć, wrzucając do pudełka 15 najbrzydszych kartek ever – kto to kurka kupuje?

Teraz zbliża się powódź Santaclausów i bałwanków, będziemy rzygać choinkową tęczą!

Poziom zadowolenia

 

Przyjechaliśmy z innej strefy ekonomicznej i dla nas angielska minimalna krajowa to raj na ziemi, więc Polak jest raczej wdzięcznym pracownikiem, przynajmniej na początku, póki pamięta różnicę.

Mój poziom zadowolenia więc jest spory.

Czasem, jak już nie zapomnę zabrać mózgu z domu, zastanawiam się nad paradoksem tej sytuacji: jako budowlaniec mogłabym projektować halę, w której pikujemy. Pewnie mam wyższe kwalifikacje niż mój superwajzor i jego superwajzor. A i tak zarabiam więcej niż w ojczyźnie i jaki święty spokoj!

Wesołe jest życie pikera!

A że dzisiaj zostałam królową targetu – jest ryzyko, że zdetronizowana konkurencja nie będzie się do mnie odzywać do przerwy*.

*ot, specyficzne poczucie humoru. Atmosfera jest ogólnie w porządku, chociaż zdarzy się, że doświadczone pikerki „zapomną” wspomnieć o pewnych trikach zielonym.

Spadam spać, budzik o 4:15 sam się nie przełączy!

Wasza Nieznana Blogerka XO

zagranica

Blogerka w Angliach – angielska pogoda

yorkshire-2358783_640

Hej misiaczki!

Już mnie nie dziwi, że rozmowy o pogodzie mogą być na Wyspach wielkim tematem.

Pogoda tutaj jest wyjątkowa, intensywna i ciężko jej nie zauważyć. Jestem tu niecały miesiąc, a już zdążyłam zakosztować prawie wszystkich pór roku – od majździernika po lipcopad 😉 od marca po upalny sierpień, brakuje tylko ichniej wersji zimy, która, umówmy się, naszej zimie może nafikać!

Angielski poranek 😀 prawie jak nasz tylko bardziej wieje :p #wiedzmanaemigracji

A post shared by @wiedzma_bloguje on

Zaklinanie pogody

Wygląda na to, że znalazłam sposób na zaklinanie pogody, mianowicie – zakupami. Kiedy przyleciałam, w Polszy było gorąco, więc spakowałam się jak na umiarkowane lato, a przywitała późna jesień, więc pierwsze funty wydałam na ciepłe kapcie z futerkiem i długi rękaw.

I wtedy zrobiło się gorąco.

Kiedy już uzupełniłam garderobę w koszulki na ramiączkach i cieńsze spodnie do pracy – znowu nastała jesień, wraz z mżawką i wiatrem.

Wszystko to występuje u nas, nie powiem, ale nie w takich dawkach, nie w tych zestawach i nie z tą zmiennością.

#chmurki #wiaterek #angielskapogoda #englishweather #wiedzmanaemigracji

A post shared by @wiedzma_bloguje on

W gwarze Yorkshire istnieje określenie na człowieka z zewnątrz – Nesh – co oznacza pogodę, a przybysze zazwyczaj na nią narzekają po przyjeździe 🙂

Posłychajcie sobie przy okazji pięknego akcentu z Yorkshire – ale to temat na inny wpis.

20170624_211326a

Kościół do wynajęcia. Ale co tam kościół – poparzcie na te chmury!

Wilgoć

Stąd jest po 100 km do obu mórz. Wiatr, który tu wieje, zawsze jest wilgotny. Jeśli nie wieje, powietrze też jest wilgotne. Wilgoć jest zmorą w mieszkaniach. Grzyb jest współlokatorem tak częstym, jak czajnik elektryczny.

Tymczasem na zewnątrz zupełnie tego nie czuć! A przynajmniej ja, człowiek z Podkarpacia tego nie odczuwam. O ile nie mży i w powietrzu nie ma 110% wilgotności – nie ma znanego mi z kraju uczucia lepkości na skórze czy wilgotnej lepkiej galaretki wiszącej  w powietrzu w upalne dni. Ba – #czlowiekpuch nie narzeka tu na puszenie włosów!

Tylko wysuszenie prania/ręczników/koca/włosów (tu wstaw dowolne słowo) to wyzwanie.

Długi dzień

Bardzo długo jest tu szaro – przed północą, kiedy się kładę, po czwartej, kiedy wstaję. Świadkowie twierdzą, że robi się całkiem ciemno gdzieś pomiędzy tymi godzinami, chyba uwierzę na słowo. Prawie jak dzień polarny!

A znajdujemy się, proszę państwa, na wysokości Olsztyna.

Taki klimat

Słowa te piszę rozłożona kolejnym przeziębieniem. Ale teraz jestem już zabezpieczona, kupiłam zimową kołdrę, więc wiatr rozgonił chmury i jest jakiś maj.

Dla zainteresowanych informacja – pracę już znalazłam i tak jak plan zakładał realizuję się jako magazynier. Jako klasa robotnicza dołączyłabym do ogólnych protestów przeciw wyzyskowi, złej organizacji pracy, kiepskiej kadrze kierowniczej, złym warunkom itp ale jeszcze za bardzo się cieszę z na myśl o zarobkach w funtach i tym wszystkim, co mogę z tymi funtami zrobić!

Ściskam!

Uncategorized

Blogerka w Angliach – początki

20170608_212214a

Cześć!

Od tygodnia jestem już w Angliach. Jeszcze mam pod powiekami UK dream, już prawie nie wchodzę pod samochody, które uparcie jeżdżą złą stroną ulicy.

Jak na prawdziwą Nieznaną Blogerkę przystało – spoglądam na nowy świat pod kątem przyszłych relacji i niewątpliwie ciekawych wyłuszczeń. Nowości jest sporo, więc istnieje ryzyko, że będę się wyłuszczać jak dobrze wymoczona fasola!

UK dream i praca

Przyjechałam tutaj spełniać się zawodowo jako magazynier. Mgr inż zobowiązuje…

Mamy lepsze czasy, w których obcokrajowiec może nie tylko czyścić kible i skrobać ryby. Pracy szuka Ci agencja, w której podpisujesz tony papierów. Niby znam angielski ale zawsze miałam problem z bełkotem prawnym. Możliwe, że sprzedałam nerkę!

Chwilowo mam wakacje, wygląda na to, że akurat są przestoje i praca ma być zaniedługo. Jeśli sprzedałam nerkę, to oby szybko zapłacili. A jak już będę bogata to kupię sobie dwie nowe.

UK dream i jedzenie

Jeśli żyjesz jako #człowiekdieta – potrzeba nażarcia się jak świnia czasem wychodzi na pierwszy plan. Z tym wyjazdem wiążę nadzieję i w tym zakresie i wypatruję ciastek, lodów, kebsa i wszystkiego, czego nie ma w domu.

Miało być tak bardzo wszystko!

Napaliłam się na bezglutenowy i bezmleczny raj. Jeszcze zwiedzanie trwa, ale na razie obserwacje są takie, iż*:

  • W wielkich sklepach są wielkie półki „free from” przed którymi dostaję oczopląsu i ślinotoku. Dużo więcej niż u nas na podkarpaciowie. Półki są też w lodówkach i oznaczają zapiekanki, pizze i inne dobra; większość dóbr ma mleko ale cieszę w imieniu tych co mogo**
  • W małych sklepach nie ma. Polsza rozpieszcza nas makaronem i płatkami kukurydzianymi, tekturą ryżową i ogórami ratującymi tyłek na końcu świata. Rozpieszcza nas zdrowymi zbożami z różnych stron świata – quinoa, jaglana. Tu mamy ryż. I jeszcze ryż
  • Z racji mniejszości i większości narodowych weganie mają tu lepiej – jest świetny dostęp do mleka roślinnego i zamienników nabiału różnej maści***

*To jest stan na wioskę, w której mieszkam. Tu czas się zatrzymał i ludzie ciągle wolą panierkę, jogurt light i gotowe dania zamiast tych nowomodnych wynalazków. Stan na większe miasta jest inny, dzisiaj w większym mieście będąc najadłam się podwójnie certyfikowanym bezglutenowym i wegańskim  daniem w knajpie wietnamskiej i nabrałam pewności, że gdybym mieszkała tam, wróciłabym do PL gruba, szczęśliwa i bez kasy. Plan zakłada, że wrócę z dorobkiem, więc w sumie też się liczy.

Najedzona Marta to szczęśliwa Marta 🙂 i to fastfood na mieście tak o! Prawilnie #glutenfree 🍜🍽 #asianfood #czlowiekdieta #wiedzmanaemigracji

Post udostępniony przez Marta Mazur (@wiedzma_bloguje) 15 Cze, 2017 o 9:28 PDT

 

** Mieszkam z koleżanką, która ma 1) alergie pokarmowe 2) inne niż moje i 3) lubi eksperymentować. Poważnie rozważamy wspólną książkę kucharską – #dlatychconiemogo

***Jogurt kokosowy – nie polecam, zwłaszcza do ogórów…

UK dream – kosmetyki

Nie ma nad czym się rozwodzić, jeśli chodzi o kosmetyki. Na wiosce w sklepach jest mniej więcej to co u nas kilka lat temu – drogeryjna masówka, pseudoprofesjonalne linie z – jakby inaczej – keratyną  i arganem i tyle. Nie mają zamiennika naszej Joanny, Kallosów, Ziaji i Anwenówek. Ale szukam wytrwale, niech mnie zaskoczą!

Ale w mieście… Tu pointa jak przy jedzeniu. Dzisiaj nie było zbyt wiele czasu na zwiedzanie, ale Hair Store for African będą moje… [złowieszczy śmiech]

Wyobraźcie sobie sklep tylko z kosmetykami do włosów. To jest widok od wejscia. A dalej… więcej i lepiej. A tu czasu mało… wrócę! Sklep dla posiadaczy włosów afrykańskich. Podobno się za mną oglądali :p #wlosomianaczka #kosmetykoholiczka #hairmaniac #haircare #curlyhair #falopierdzielnik

Post udostępniony przez Marta Mazur (@wiedzma_bloguje) 15 Cze, 2017 o 2:57 PDT

 

UK experience – językowo

Komunikacja to stan umysłu.

Słowo na koniec

Zdjęcie u góry wpisu to obiekt spod stadionu Johna Smitha. Nie mam pojęcia, czego on dotyczy, ale facet z maczugą trzymający się za gacie idealnie oddaje ducha sportu.

Cheers 😉